Mniejszość niemiecka w Polsce

Mniejszość niemiecka jest najliczniejszą mniejszością narodową w Polsce. Od 1991 r. w wyborach parlamentarnych otrzymywała od 7 do 1 mandatu poselskiego. Przez częste wystąpienia antyniemieckie organizacji prawicowych czy- bez trudu zauważane- nazistowskie napisy w miejscach publicznych, zatargi polsko-niemieckie nie zmniejszają się. Głośno jest też o planowanym od lat Centrum przeciw Wypędzeniom Eriki Steinabach czy nieprzychylnych Polsce artykułach czołowych niemieckich czasopism opiniotwórczych. Przykłady? Chociażby okładka „Der Spiegel” sprzed 3 lat: plakat Polskiego Powiernictwa z napisem „Wara! 1939-2005”. A to wszystko na tle rysunku polskiego żołnierza przebijającego bagnetem dłoń ze swastyką. Te i inne kontrowersje są zawsze przez długi czas głównymi tematami serwisów informacyjnych kończących się nieustannymi debatami dotyczących stosunków polsko-niemieckich.

Za kolejnymi reportażami, odgrzewanymi zatargami sprzed lat i niepotrzebnymi sporami kryją się codzienne zmagania zwykłych Polaków w Niemczech czy mniejszości niemieckiej w Polsce. Na prowokacjach polityków i dziennikarzy cierpią zwykli ludzie, którzy są postrzegani poprzez pryzmat tych sporów i ich słuszności.

Jak realnie wygląda życie Niemców w Polsce? Czy czują się na co dzień dyskryminowani? O co tak naprawdę ciągle się kłócimy? A przede wszystkim- czy musimy się kłócić?

Opisanie historii mniejszości niemieckiej w Polsce można zacząć od partii Jungdeutsche Partei in Polen ( Partia Młodych Niemców w Polsce). Została założona w 1931 roku w Bielsku- Białej. Była pod silnym wpływem NSDAP z Rzeszy i w krótkim czasie stała się najsilniejszą partią mniejszościową w Polsce. Nie była to jednak jedyna przedwojenna partia reprezentująca mniejszość niemiecką w Polsce. Innymi partiami były chociażby Związek Niemczyzny dla Ochrony Praw Mniejszości w Polsce (1921-23), Niemiecka Socjaldemokratyczna Partia w Poznańskiem i na Pomorzu (1920-33), Zjednoczenie Niemieckie w Sejmie i Senacie dla Poznańskiego czy znana Niemiecka Socjalistyczna Partia Pracy. Opowiadała się ona za polsko-niemieckim porozumieniem poza wszelkimi podziałami. Jednak reszta funkcjonujących na ziemiach polskich partii popierała politykę Adolfa Hitlera i Rząd Trzeciej Rzeszy. Otrzymywały za to wsparcie finansowe z Berlina. W okresie wojny organizacje takie, jak Jungdeutsche Partei czy Deutscher Volksbund prowadziły szkodliwą Polsce działalność dywersyjną. W szpiegostwo, sabotaż czy prowokacje było zamieszanych ok. 25 % mniejszości niemieckiej. Po wojnie dokonany został transfer mniejszości niemieckiej z Polski do Niemiec, by uniknąć odwetu za wysyłanie Polaków do niemieckich obozów pracy.Po wprowadzeniu stanu wojennego duża część ludności niemieckiej opuściła kraj ze względów ekonomicznych. Zaczęli powracać na początku lat 90, co budziło dużo emocji. Do dziś ludność niemiecka zamieszkuje przede wszystkim tereny Opola, kilka gmin czeka na zatwierdzeniu dwujęzycznej nazwy.

Obecnie największym stowarzyszeniem mniejszości niemieckiej w Polsce jest Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców na Śląsku Opolskim. To właśnie członkowie tej organizacji zasiadają w parlamencie. Innym, nie finansowanym przez rząd stowarzyszeniem jest Rada Niemców Górnośląskich z siedzibą w Katowicach.

Teoretycznie kwestia organizacji niemieckich jest uporządkowana. Fakt, iż mniejszość niemiecka nie jest w Polsce pomijana, powinien mieć pozytywne odzwierciedlenie w relacjach polsko- niemieckich. Jak powszechnie wiadomo tak jednak nie jest. Zacznijmy od kwestii Śląska Opolskiego, gdzie zamieszkuje najwięcej Niemców. Na jednym z forów internetowych użytkownik przedstawiający się jako „frytz” twierdzi, że zarówno Ślązacy, jak i Niemcy są na Śląsku dyskryminowani:

„Na własnej ojczystej ziemi, jesteśmy dyskryminowani, nie mamy własnych szkół, uniwersytetów i gimnazjów. Jesteśmy ograniczani w dostępie dóbr niemieckiej kultury, Język niemiecki na Śląsku był zakazany do 89r, ale nawet dziś, kiedy można się go uczyć, w ogólniakach brakuje nauczycieli języka niemieckiego, Ludność autochtoniczna- Ślązacy i Niemcy są zastraszani odmawia im się prawa do pisowni własnych nazwisk próbując je polszczyć. Śląskie nazwy miejscowości są polnizowane.

Jak długo mamy to tolerować, jak długo pozwolimy sobą pomiatać, jak długo pozwolimy na to, by być polską kolonia w środku Europy?”

Ten komentarz przedstawia poglądy Niemców dotyczące terenów, które niegdyś należały przez wiele lat do Niemiec. Wielu niemieckich mieszkańców Śląska uważa, że nadal są to ich tereny, a co za tym idzie struktura działania śląskich miejscowości powinna być podporządkowana Niemcom. Jednak od wielu lat teren te należą do Polski, więc czemu nazwy miejscowości mają byś nadal germanizowane? Nazywanie Śląska „naszą ojczystą ziemią” jest tu również przesadzone. Z drugiej strony ze względu na liczebność mniejszości władze również mogłyby w niektórych kwestiach iść Niemcom na rękę- chociażby w możliwości nauki języka ojczystego.

Zdecydowanie na niekorzyść Niemców wpływa kwestia planowanego od lat Centrum przeciw Wypędzeniom. Erika Steinbach- kontrowersyjna pomysłodawczyni tego przedsięwzięcia mówi, że Centrum ma być organizacją zajmującą się kwestią wypędzeń ludności niemieckiej z terenów polski czy Czechosłowacji. Sama podaje się za ofiarę wypędzeń, osobę, która w 45 r. została wygnana z Gdańska. Jednak dane CpW wydają się być kompletnie fałszywe i niekorzystne dla Polaków. Człowiek nie znający historii II wojny światowej wywnioskuje z nich, że to Polacy wyrządzili Niemcom krzywdę. Podaje ono fałszywe dane dotyczące liczebności osób wypędzonych, akta nie mówią nic o Adolfie Hitlerze. Wnika z nich, że przede wszystkim Polacy w akcie zemsty za II wojnę światową brutalnie wygnali Niemców z ich rodzinnych terenów. Steinbach zorganizowała w sierpniu 2006 roku niezwykle kontrowersyjną wystawę "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku.", również antypolską, wybielającą Niemców.

Napięte stosunki na linii polsko-niemieckiej zawdzięczamy też niemieckiemu Związkowi Wypędzonych- organizacji, która również oskarża Polaków o brutalne i bezprawne odbieranie ziem. Takich przypadków, aktów prowokacji w historii jest bardzo dużo. Dotyczą one nie tylko płaszczyzny politycznej i historycznej ale nawet sportowej. Zarówno przed organizowanym w Niemczech mundialem piłkarskim w 2006 roku, jak i teraz- przed meczem Mistrzostw Europy Polska- Niemcy, dziennikarze niemieckich czasopism prowadzą tzw. grę psychologiczną. Podają one fałszywe informacje m.in. o konfliktach wewnątrz kadry piłkarzy lub publikują fałszywe i nieautoryzowane wywiady (jak np. ten sprzed kilku tygodni, w którym trener kadry, Leo Beenhakker, miał powiedzieć, ze Polacy zawdzięczają Niemcom upadek muru berlińskiego).

Takie działania nie sprzyjają tępieniu stereotypów polsko- niemieckich. Dla większości Niemców Polak do dziś jest złodziejem samochodów, alkoholikiem i człowiek nie dbającym o higienę osobistą. My za to śmiejemy się z języka niemieckiego oraz pedantyzmu . Takie krzywdzące i nieprawdziwe uprzedzenia dzielą a nie łączą nasze narody.

Zarówno dla Polaków mieszkających w Niemczech jak i dla mniejszości niemieckiej ta sytuacja nie wpływa korzystnie na ich codziennie życie. Tym ludziom nie raz zdarzyło się usłyszeć o sobie niepochlebne, nawet wulgarne określenia. Nawet tym ludziom, dla których różnice dzielące Polskę i Niemcy są totalnym nieporozumieniem. Politycy, którzy swoimi wypowiedziami chcą „dobra i godności” obywateli nie rozumieją co znaczą te słowa. Jakie znaczenie ma kwestia utraconych przed 60 laty dla przeciętnego, nie szkodzącego nikomu obywatela Niemiec, który chce spokojnie i normalnie żyć? Dlaczego nikt nie chce przyznać się do popełnionych w ubiegłym wieku błędów? Naród Niemiecki wstydzi się niechlubnej historii II wojny światowej. To dobrze. Jednakże moim zdaniem, nie powinien żądać od Polaków, bez wątpienia poszkodowanych wydarzeniami z lat 39-45, rekompensaty za utracone ziemie, bo teraz należą one do Polski. Tak samo, jak Polacy nie powinni się bać o tym rozmawiać, a nie stereotypizować naród niemiecki. Dziennikarze obu państw nie powinni za to przedstawiać swoich krajów w biało-czarnym ujęciu.

Kiedy w końcu dojdzie do ostatecznego zakopania wojennych toporów i budowania nowych relacji polsko-niemieckich? Kiedy w końcu wszyscy zrozumieją, że wzajemne oskarżenia i powierzchowne ocenianie się wzajemnie naprawdę do niczego dobrego nigdy nie doprowadziły...

Autorka: Barbara Łukaszewicz, LO im. Juliusza Słowackiego